Bądź swoim najlepszym przyjacielem.

Foto by Fotolia

Od czego zacząć?

Najlepiej zacząć od zauważenia sygnałów płynących z naszego ciała. Jednym z nich jest ból. Jeśli towarzyszy nam od dawna to możemy się do niego przyzwyczaić i nie dotrzeć do przesłania jakie nam niesie. A on po prostu uwrażliwia nas na nasze zaniedbane potrzeby. Pokazuje nam miejsca i przestrzenie w naszym ciele, psychice czy duszy, które potrzebują naszej uwagi. Wskazuje, że trzeba może coś naprawić lub zmienić w stylu naszego funkcjonowania.

Co mi służy?

Zadaj sobie to pytanie. Szukaj i wprowadzaj w życie wszystko, co przyczyni się do Twego lepszego dobrostanu. Drogą do tego jest wsłuchanie się w siebie i lepsze poznanie siebie. Czego pragnę? O czym marzę? Co lubię? Czego teraz potrzebuję? Nieocenioną pomocą są tutaj bliskie relacje z osobami, które będą nam dawać rzetelne i prawdziwe informacje zwrotne o nas.

Cierpliwość wobec siebie.

Jesteś w procesie. Większość zmian w naszym życiu przebiega powoli. Daj sobie czas i nie poganiaj się, bo szybko się zniechęcisz. Każdy ma swoje własne tempo. Ciesz się swoimi postępami i porównuj się sam do siebie a nie do innych. Wystarczy jak będziesz sobą. Często będzie tak, że zrobisz 3 kroki naprzód a potem 2 kroki do tyłu. To nie tragedia lecz normalna kolej rzeczy.

Czy chciałbyś się zaprzyjaźnić z kimś takim jak Ty?

Jeśli to czytasz to jestem przekonany, że odpowiesz sobie „tak”. Idź dalej, więc tą drogą a jeśli masz wątpliwości to nie bój się zmienić to, co Ci przeszkadza pokochać samego siebie.

Refleksje z wyprawy na Pilsko.

Niespełna 2 tygodnie temu byłem z moją sympatią na wyprawie na Pilsko. Droga na szczyt może wiele nauczyć. Przekonałem się o tym na własnej skórze.

Po pierwsze: Ludzie w górach chętniej się integrują. Może dlatego, że łączy ich wspólny cel i wysiłek, wspólna pasja. Stają się sobie bardziej bliscy i chętni do udzielania wsparcia nawzajem i bardziej otwarci na siebie. Mogliśmy tego doświadczyć, będąc na Hali Miziowej w schronisku. Dosiadłem się do stolika jakiegoś mężczyzny i od razu zacząłem rozmowę czego raczej bym nigdy nie zrobił w restauracji w mieście. Potem przyszyły jeszcze dwie nasze dziewczyny i tak poznaliśmy Darka i Elenę z Krakowa. I już planujemy z nimi wspólne wycieczki górskie 🙂

Po drugie: Jest to lekcja samopoznania w trudnych i często nieprzewidzianych okolicznościach. Kiedy dotarliśmy – jak się wydawało – na szczyt Pilska byłem zmęczony, ale bardzo usatysfakcjonowany. Choć sił miałem już niewiele zdołałem jeszcze podskakiwać z radości i zrobić parę zdjęć. Potem położyliśmy się na kępach trawy, żeby odpocząć i podelektować się zdobyciem szczytu (nigdy nie byłem tak wysoko). Nie minęły może dwie minuty a dowiedzieliśmy się od przechodzących obok nas turystów, że to nie jest jeszcze szczyt, i że trzeba podjeść jeszcze jakieś 400m. Poczułem się jakby mi ktoś nagle wyłączył prąd. Nagły przypływ frustracji, rozczarowania i złości. Nie miałem już ochoty iść dalej. Kiedy po chwili ochłonąłem, pomyślałem, że przecież teraz nie można się już poddać. Wsparty zachętą mojej towarzyszki zwlokłem się z trawy i podreptałem w kierunku szczytu.

Po trzecie: Uczy, że piękno zachwyca i urealnia doświadczenie naszego istnienia. Po prostu jesteś i to wystarczy. Są góry i to wystarczy. I jeśli możesz patrzeć na ich piękno wraz ze swoją ukochaną osobą poznajesz czym jest szczęście i że było warto podjąć ten wysiłek by osiągnąć cel 🙂

Labirynt myślowy. Jak się z niego wydostać?

„Mniej myślenia, więcej działania”. Może spotkałeś się już z tym powiedzeniem. Nie jest to z pewnością sentencja-wytrych otwierająca wszystkie zatrzaśnięte drzwi do osiągnięcia celu, ale sprawdza się z pewnością w sytuacji, kiedy wpadniemy w „labirynt myślowy”.

Terapia poznawczo-behawioralna zna coś takiego jak błędy logiczne w myśleniu. W zależności od źródła podaje się od killku do kilkunastu takich błędów. Bezpośrednio do ich grona nie należą myśli dezadaptacyjne, ale skutkują tym samym co one – lękiem i wycofaniem z życia.

„A co się stanie jak mnie wyśmieją?” Kiedy uchwycisz się takiej myśli wpadniesz w labirynt, z którego trudno się wydostać. Taka myśl potrafi pociągnąć za sobą kolejne podobne do niej, które w rezultacie odbierają kreatywność i demotywują. Z własnego doświadczenia wiem jak łatwo wejść w ten labirynt demotywacji.

„Kiedy spostrzeżesz się, że siedzisz od pół godziny i produkujesz czarne myśli na temat aktywności, które potrzebujesz podjąć, zrób coś, co wytrąci Cię z letargu i doda Ci energii.”

Ja zrobiłem sobie listę takich rzeczy. Mam tam 16 punktów. Zachęcam Cię do sporządzenia dla siebie takiej listy. Będziesz do niej mógł zajrzeć, w momencie kryzysu, jak do mapy, na której znajdziesz drogę do wyjścia z labiryntu.

Przykładowo podaję Ci kilka punktów z mojej listy:

  • Weź ciepłą kąpiel w wannie.
  • Zrób coś, czego jeszcze nigdy nie robiłeś. Coś niby nieużytecznego
  • Obejrzyj wartościowy/wzruszający film.
  • Napisz wiersz o tym, co aktualnie przeżywasz.
  • Pośpiewaj karaoke.
  • Wyjdź do ogrodu pełnego kwiatów.
  • Wyślij komuś z kim długo nie byłeś w kontakcie list/mail/sms.
  • Przytul się do bliskiej osoby.
  • Kup atlas geograficzny i pooglądaj mapy (bardzo lubiłem to robić w dzieciństwie:)).
  • a tu miejsce na Twoje punkty 🙂

Bądź wyrozumiały dla siebie.

Chciałeś dziś naprawdę dużo zrobić? Zaplanowałeś wszystko tak jak trzeba. Przeznaczyłeś na to czas. I co? Zrobiłeś, coś czego nie zaplanowałeś, albo zrobiłeś 20% z tego, co zaplanowałeś. I teraz masz pomysł, żeby za to hejtować siebie w swojej głowie.

Nie. Powiedz „stop”. Z każdego doświadczenia możesz się czegoś nauczyć. Może po prostu potrzebowałeś akurat w tej chwili czegoś innego. Może właśnie odkryłeś swoją potrzebę, której nigdy przedtem tak jasno sobie nie uświadamiałeś.

Chciałeś usiąść np. i napisać jakiś tekst, dajmy na to wpis na bloga. Ale nie mogłeś się do tego zabrać. Poszedłeś do kuchni zrobić sobie kromkę. Potem może włączyć wiadomości w tv, bo „trzeba wiedzieć co się dzieje w świecie”, zrobiłeś zaległe pranie itp. itd. Usiadłeś już przy kompie, ale myśli wędrowały gdzieś indziej. Miałeś pustkę w głowie. Czas leciał nieubłaganie.

Zacząłeś pytać sam siebie: „Ale o co chodzi?” Odpowiedzi wyskakiwały jak numery totolotka z maszyny losującej: „Nie stać Cię napisać prosty tekst”, „Co Ola pomyśli, która ciężko pracowała cały dzień a Ciebie nie stać napisać wpis na bloga”, „Czy to w ogóle ma sens?”, „Zmarnowałeś tyle czasu”

Aż w końcu pojawia się zbawienna myśl:

Bądź wyrozumiały dla siebie. Masz prawo mieć słabszy dzień.

Może właśnie dzięki takim dniom bardziej zrozumiesz samego siebie. Potrzebowałeś może towarzystwa czy wspólnoty z innymi. Może tęskniłeś za kimś bliskim. Nie byłeś, więc w stanie wysiedzieć przy kompie i pisać czy zrobić akurat coś, co sobie teraz zaplanowałeś. Nie jesteś maszyną lecz człowiekiem z krwi i kości. Podziękuj za to doświadczenie ponieważ ono pomaga Ci poznać siebie samego.

Zasób, który możesz uwolnić – duchowe wsparcie Aniołów Stróżów.

Czy anioły istnieją? Czy rzeczywiście mam swojego Anioła Stróża? Przekonałem się o tym wczoraj na własnej skórze. Rankiem rozmawiałem z moją sympatią o życiu i niektórych trudnych zadaniach, które w najbliższym czasie będziemy musieli rozwiązać.

Jednym z wyzwań jest poranne budzenie chłopców. W roku szkolnym to nie lada wyczyn, żeby ich ściągnąć z łózka do szkoły. W wakacje mają większe luzy, ale Ola wczoraj potrzebowała pójść wcześniej do pracy a ja też miałem zajęcie. Potrzebowaliśmy ich obudzić wcześniej, bo Ola chciała ich zabrać ze sobą i zorganizować im czas. Spodziewaliśmy się buntu, jęczenia i marudzenia.

Nagle Ola wspomniała w rozmowie o tym, że słyszała, że można poprosić swego Anioła Stróża, żeby skontaktował się z Aniołem Stróżem osoby, która może nam np. sprawić jakiś kłopot. Potwierdziłem to, bo czytałem, że

z „usług” swego Anioła Stróża często korzystał papież Jan XXIII.

Przed trudną rozmową z jakąś osobistością zawsze prosił swego Anioła o pomoc, aby ten porozmawiał z Aniołem danej osoby i pozytywnie na nią wpłynął. I zawsze zostawał wysłuchany 🙂

Nie myśląc zbyt długo poprosiliśmy swoich Aniołów o interwencje i współpracę z Aniołami Stróżami chłopców i… byliśmy w szoku. Chłopcy od razu obudzili się po pierwszej komendzie: „Wstajemy chłopcy. Nowy dzień się budzi” :). Nie było żadnego wyciągania z łóżka i „mówienia tysiąc razy”. Ola myślała, że teraz trzeba będzie kazać im się ubrać i prosiła, abym im to powiedział. Nie musiałem. Sami się ubrali szybko a starszy dyscyplinował młodszego. Od razu wykonali to o co ich poprosiliśmy i szybko przemieścili się do samochodu.

Ola zdziwiona pytała na głos samą siebie: „Co się stało”? I dodała: „To chyba jakiś cud”. Przypomniałem jej, że prosiliśmy o pomoc Aniołów Stróżów i stwierdziliśmy, że chłopcy tak zgodnie z nami współpracowali dzięki ich interwencji.

To kolejny zasób, który możesz uwolnić – duchowe wsparcie Aniołów Stróżów.

Planowanie codziennych zajęć. To naprawdę działa!

Od dawna intuicyjnie wyczuwałem, że planowanie codziennych zajęć przyczyni się do mojej większej satysfakcji w życiu. Z planem zrobi się więcej i zrobi się to czym rzeczywiście trzeba się zająć. W przeszłości próbowałem już podejmować kilkukrotnie to wyzwanie, ale po pierwszych niepowodzeniach szybko rezygnowałem. Tym razem dzięki lekturze Briana Tracy zawziąłem się i nie odpuszczam już od dłuższego czasu, choć po drodze są potknięcia i porażki.

Tracy twierdzi, że planowanie to jak programowanie siebie na osiągniecie wyznaczonego celu. Nie musimy ciągle myśleć, co mamy zrobić. Z naszej podświadomości wynurzy się potrzebna treść w najbardziej pożądanym momencie. Wczorajsze doświadczenie pokazało mi, że to naprawdę działa.

Jako jeden z punktów planu wpisałem sobie na wieczór – „zrobić zakupy”. Pracuję jako Asystent Osoby Niepełnosprawnej i wczoraj chciałem pobyć trochę dłużej w domu mojej podopiecznej, aby porozmawiać z jej mamą. Do miejsca przeznaczenia i z powrotem do domu przemieszczam się zazwyczaj miejską komunikacją. Byłem przekonany, że autobus mam o 18.19 i nie sprawdzałem czy w rzeczywistości tak jest. Po skończonej rozmowie w drodze na przystanek sprawdziłem w sieci rozkład jazdy i byłem zaskoczony.

Nie uwzględniłem zmiany organizacji transportu. Następny autobus miałem o 18.35. Poczułem lekką irytację lecz nagle uświadomiłem sobie, że mogę przecież konstruktywnie wykorzystać ten czas. Na ekranie świadomości wyświetlił mi się mój zapisany plan. Dotarło do mnie, że mogę akurat w tym czasie zrobić zakupy planowane wcześniej po powrocie do domu.

Szybko podjąłem decyzję i wskoczyłem do Biedronki. Raz dwa zrobiłem zakupy i pomaszerowałem na przystanek. Czułem duża satysfakcję, że dzięki planowaniu udało mi się efektywnie wykorzystać darowany mi czas. Byłem poekscytowany tym, że planowanie naprawdę działa zmieniając nasze podejście do rzeczywistości.

„Kto nie ma celu ten ma celę.”

Wróciłem ostatnio do lektury książki Briana Tracy, w której precyzyjnie opisuje proces stawiania sobie celów i planowania, które jest sposobem na ich osiąganie. Zaniechałem czytania wcześniej, bo wskazania w książce wydawały się dla mnie nieosiągalne. Podejrzewam, że miałeś tak samo jak ja wiele razy, czytając różnego rodzaju „przewodniki po życiu”. Jeśli tylko staramy się uświadomić sobie, co się dzieje w naszych uczuciach i myślach to wyłapiemy szybko myśli, które nas demotywują do podjęcia wysiłku zmiany swojego życia. Niewątpliwie „dobrą robotę” odwala tutaj nasz krytyk wewnętrzny, który może nam podpowiadać: „To Cię przerasta”, „Nie uda Ci się i będziesz się czuł winny. Lepiej nie zaczynaj”, itp. itd.

Ja podczas lektury odkryłem wiele tym podobnych haseł i zobaczyłem jak ważne jest czytanie wartościowych książek i kontakt ze sobą. Odkryłem, że program zakodowany w dzieciństwie przez osoby znaczące wcale nie pomaga mi w moim osobistym rozwoju. Zrozumiałem, że bardzo potrzebuję zdobyć umiejętność stawiania sobie celów i planowania, które jak mam nadzieję znacząco poprawią moją jakość życia.

W tym kontekście przypomniały mi się słowa mojej znajomej Anety Zalejskiej, która w ramach wolontariatu odwiedzała osadzonych w więzieniu przestępców.

„Kto nie ma celu ten ma celę”.

Aneta zalejska

Swoją odważną postawą przekonała wielu z nich, że nigdy nie jest za późno, aby coś zmienić w swoim życiu poprzez zaangażowanie się w coś wartościowego i sensownego. Niektórzy więźniowie, dzięki jej życzliwemu podejściu podjęli się przepisania Biblii w języku Braille’a.

Więzienie dla tych osób było jakże często wynikiem ich destrukcyjnych, pozbawionych konstruktywnego celu działań, które spowodowały utratę fizycznej wolności. Nie posiadanie celu w życiu nie musi skończyć się posadzeniem za kratkami. Zawsze jednak skutkuje uwięzieniem nas w chaosie i chronicznym dyskomforcie psychicznym, które odbierają radość życia.

Lęk ma dwa znaczenia. Które wybierzesz?

Fot. by It’s Proverbs Jones From Dothan

Przeglądając ostatnio „fejsbuka” natknąłem się na obrazek, który przykuł mój wzrok. Jego treść skłoniła mnie do refleksji i dodała energii, jak zastrzyk motywacji. Od dawna już zmagam się z moim lękiem społecznym i jak to w życiu bywa miewam upadki i wzloty. Parafrazując słowa Briana Tracy, nasza droga rozwoju osobowościowego przebiega przez całe życie mniej więcej tak, że robimy dwa kroki do przodu i jeden krok do tyłu.

Aktualnie przyglądam się właśnie moim mechanizmom, które spowalniają mój rozwój. Chodzi generalnie o myśli automatyczne czyli takie, które są nielogiczne, nie mają pokrycia w rzeczywistości i powodują inercję i wycofanie. A na chłopski rozum, po prostu nas straszą. Przesłanie z obrazka „dało mi kopa”, żeby zrobić dwa kroki do przodu.

Oto polskie tłumaczenie tego przesłania:

L-Ę-K
MA DWA ZNACZECZNIA:
Zapomnij o wszystkim i uciekaj
lub
Staw czoła wszystkiemu i wzrastaj

WYBÓR NALEŻY DO CIEBIE!!!

Podzielę się z Tobą moją refleksją. Dzięki temu przesłaniu dotarło do mnie po raz kolejny, że nie jestem nigdy zdeterminowany lękiem, i że

to ode mnie zależy, co zrobię z tym uczuciem.

To cudowne wiedzieć, że sprawczość odnosząca się do mojego życia jest w moich rękach. Nie muszę szukać wymówek i usprawiedliwiać swoje niedziałanie np. tym, że się boję. Metodą „dwa kroki do przodu i jeden do tyłu” będę poruszał się naprzód swoim tempem, pokonując po drodze wszystkie przeszkody.

Ludzka komunikacja opiera się na dwóch słowach.

Czasami mamy wątpliwości czy to, co robimy ma sens, czy to, w co się angażujemy jest komukolwiek przydatne. Są jednak momenty kiedy wątpliwości rozwiewają się w powiewie szczerej i doceniającej informacji zwrotnej. Właśnie takąż otrzymałem kilka dni temu od mojej znajomej, która napisała mi na Messenger:

Cześć Piotr, wczoraj miałam „zły dzień” ale jak pogoda minął – także bardzo wartościowy Twój filmik o tym był – bo przypomniałam sobie wtedy to i pomogło. Nagrywaj dalej!!!

Niby dwa zadania a tak wiele znaczą. Marshall Rosenberg – twórca Porozumienia Bez Przemocy – twierdził, że ludzka komunikacja opiera się na dwóch słowach: „proszę” i „dziękuję”, które mogą przybrać jakąkolwiek formę wyrazu, często rozbudowaną.

We wiadomości, którą zacytowałem zawiera się owo „dziękuję”. To prosta forma docenienia wysiłku jaki ktoś włożył, aby poprzez swoją pracę wnieść konkretną wartość w życie osoby, która jest jej odbiorcą. Docenianie uskrzydla, sprawia radość i motywuje do tego, aby na przyszłość dać z siebie jeszcze więcej, dać swoje serce. Tak właśnie zarezonowała we mnie wiadomość znajomej. Dziękuję Ci. 🙂

Wpierw musisz wiedzieć czego chcesz.

Czy zdarzyło Ci się mieć wiele super pomysłów? Ja w swoim życiu miałem już ich wiele. A może by tak…. zacząć studiować psychologię, a może by tak zostać artystą ulicznym, a może by tak robić wywiady z ciekawymi ludźmi i wrzucać je na swój kanał, a może by tak…. i tak tysiąc razy. Jedne z nich zostają tylko w głowie, inne na papierze a z jeszcze innymi ruszyłem pierwszym krokiem i na tym pierwszym się skończyło.

I tak sobie dziś mysłałem. Dlaczego ciągle mam tyle niezrealizowanych fajnych pomysłów? Co jest nie „halo”? Usłyszałem w sobie odpowiedź: „Wpierw sam musisz wiedzieć czego chcesz”. Brzmi prosto i banalnie, ale zazwyczaj rzeczy proste są najbardziej sensowne i wartościowe. Ale jak wiedzieć czego się chce? Pytałam sam siebie zaskoczony tym odkryciem.

Odpowiedź nie przyjdzie nagle. To proces.

Proces dojrzewania w nas do decyzji, by była dojrzała. A to co dojrzałe – jak owoc – jest soczyste, odżywia, daje energię. Celem tego procesu jest przekonanie samego siebie, że to, w co chcesz się zaangażować ma sens.

Co mi pomaga w tym procesie?
Po pierwsze – zapisanie sobie swoich przemyśleń. Nie musisz pamiętać o tym, co napisałeś. To, że masz długopis w ręce i kreślisz na papierze litera za literą lub stukasz palcami w klawisze komputera je działaniem, z którym jest skojarzone Twoje myślenie. Kiedy przyjdzie odpowiedni moment to wszystko, co zapisałeś wyświetli Ci się w Twojej wyobraźni jak na ekranie

Po drugie – „gap się w lustro”, którym jest drugi człowiek. Spotykaj się i rozmawiaj z zaufanymi osobami, które rzucą Ci światło z innej kąta i perspektywy na Twoje pomysły. W ich oczach jak w lustrze często odnajdziesz odpowiedzi, których nie odnajdujesz w sobie.

Po trzecie – daj sobie czas. Nie śpiesz się z niczym. Świat się nie zawali. Jeśli chcesz odkryć coś, co będzie wyłącznie Twoje, to potrzebujesz być ze sobą i trawić pozyskane treści.

Po czwarte – … podziel się ze mną Twoimi sposobami 🙂 Możesz tu na blogu w formie komentarza lub na moim fanpage. Będę Ci ogromnie wdzięczny. Dziękuję, że jesteś, że czytasz i … może mnie lubisz 😀