Wdzięczność drogą do odzyskania radości życia.

„W codziennym życiu wyraźnie widać, że to nie szczęście czyni nas wdzięcznymi, lecz wdzięczność – szczęśliwymi.”
David Steindl-Rast

Wakacyjnie, urlopowo i skrótowo o wdzięczności

z mojego własnego doświadczania. Temat jest dla mnie istotny i będę chciał jeszcze do niego kiedyś wrócić:

Wdzięczność usuwa lęk.

Kiedy dziękuję za to, czego aktualnie doświadczam w życiu, porzucam postawę oczekiwania na to, co najgorszego może się stać. Uwalniam się od czarnych scenariuszy w mojej głowie i przyjmuję nadchodzące chwile jako prezent, którym zostanę obdarowany.

Wdzięczność usuwa zgorzknienie i narzekanie.

Bycie wdzięcznym nastraja optymistycznie do życia. Kiedy udaje mi się zauważyć, że „dostrzeganie szklanki do połowy pustej” zaczyna zatruwać moje myśli i emocje, staram się od razu podziękować za cokolwiek, np. nawet za to, że udało mi się zauważyć moje pesymistyczne myślenie i nie dać się wciągnąć w jego wir. Wdzięczność za to, co trudne w Twoim życiu, pozwoli Ci spojrzeć na całą rzeczywistość w szerszym kontekście i odkryć jej głębszy sens, co nieuchronnie doprowadzi Cię do poprawy nastroju i zwiększy poczucie szczęścia.

Wdzięczność wprowadza nas w postawę bycia obdarowanym.

Kiedy jestem wdzięczny, skupiam się na tym, co mam, a nie na tym, czego nie mam. To pozwala uniknąć postawy roszczeniowej wobec innych i odgrywania roli ofiary. Nabywam pozytywnego stosunku do samego siebie i postrzegam siebie samego jako dar.

Wdzięczność uskrzydla.

Postawa wdzięczności dodaje mi odwagi do mierzenia się z trudnościami życia. Łatwiej znajduję wtedy właściwe rozwiązania, a moje działania są skuteczniejsze i efektywniejsze. Z empatią i współczuciem odnoszę się do swoich słabości i mam większą cierpliwość do siebie.

Wdzięczność poszerza serce.

Praktyka wdzięczności uczyni Twe serce bardziej przestronnym i wrażliwym. Zaczniesz dostrzegać otaczające Cię dobro tam, gdzie jeszcze nigdy go nie zauważałeś. To skłoni Cię do odważnego proszenia o więcej i radosnego przyjmowania kolejnych podarunków od rzeczywistości.

Zacznij już dziś.

Pomyśl o 5 rzeczach za, które szczerze możesz podziękować. Wprowadź tę praktykę w Twoją codzienność. Potem spróbuj na bieżąco dziękować innym za ich dobroć, za to co przynosi Ci dana chwila. Zobaczysz jak stopniowo zmienia się Twoje spojrzenie na świat i na samego siebie.

Będziesz wdzięczny za siebie samego, co uczyni trwałym Twe poczucie szczęścia.


Na deser, dla chętnych wykład o wdzięczności Davida Steindl-Rast.

Uzdrowienie z toksycznego wstydu

Bradshaw i Naaman

Chcę się z wami podzielić, że jestem ostatnio pod wrażeniem myśli Johna Bradshaw`a. Oglądałem wczoraj jakieś starsze nagrania warsztatów, które prowadził. Dotyczyło to doświadczenia toksycznego wstydu i powrotu do kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Swoją drogą polecam wam te nagrania. W minionym czasie temat toksycznego wstydu powraca cyklicznie w kontekście mojego osobistego wzrostu. Pod wpływem treści, które zasłyszałem w trakcie słuchania Bradshaw`a, spontanicznie zapragnąłem zwrócić się do niego o pomoc (w formie prośby, aby pomógł mi pokonać mój toksyczny wstyd). Wcześniej zapoznałem się z jego biografią (John zmarł w 2016, ale wierzę, że żyje w Bogu) i uderzył mnie w niej fakt, że Bradshaw chciał zostać księdzem i był już nawet w seminarium, ale zrezygnował ze względu na swoje uzależnienie od alkoholu i inne problemy. Zamiar przyjęcia kapłaństwa, którego ostatecznie nie zrealizował, spowodował, że stał mi się bardzo bliski.

Kiedy zwróciłem się do Johna jako do dobrego przyjaciela i mentora. Wyświetliła mi się w głowie scena z Biblii, dotycząca uzdrowienia trędowatego Naamana. Poniżej cytuje tekst, który znajduje się w Drugiej Księdze Królewskiej:

Naaman, wódz wojska króla Aramu, miał wielkie znaczenie u swego pana i doznawał względów, ponieważ przez niego Pan spowodował ocalenie Aramejczyków. Lecz ten człowiek – <dzielny wojownik> – był trędowaty. Kiedyś podczas napadu zgraje Aramejczyków zabrały z ziemi Izraela młodą dziewczynę, którą przeznaczono do usług żonie Naamana. Ona rzekła do swojej pani: «O, gdyby pan mój udał się do proroka, który jest w Samarii! Ten by go wtedy uwolnił od trądu». Naaman więc poszedł oznajmić to swojemu panu, powtarzając słowa dziewczyny, która pochodziła z kraju Izraela. A król Aramu odpowiedział: «Wyruszaj! A ja poślę list do króla izraelskiego». Wyruszył więc, zabierając ze sobą dziesięć talentów srebra, sześć tysięcy syklów złota i dziesięć ubrań zamiennych. I przedłożył królowi izraelskiemu list o treści następującej: «Z chwilą gdy dojdzie do ciebie ten list, [wiedz], iż posyłam do ciebie Naamana, sługę mego, abyś go uwolnił od trądu».  Kiedy przeczytano list królowi izraelskiemu, rozdarł swoje szaty i powiedział: «Czy ja jestem Bogiem, żebym mógł uśmiercać i ożywiać? Bo ten poleca mi uwolnić człowieka od trądu! Tylko dobrze zastanówcie się i rozważcie, czy on nie szuka zaczepki ze mną?»
Lecz kiedy Elizeusz, mąż Boży, dowiedział się, iż król izraelski rozdarł swoje szaty, polecił powiedzieć królowi: «Czemu rozdarłeś szaty? Niechże on przyjdzie do mnie, a dowie się, że jest prorok w Izraelu». Więc Naaman przyjechał swymi końmi i swoim powozem, i stanął przed drzwiami domu Elizeusza.  Elizeusz zaś kazał mu przez posłańca powiedzieć: «Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie, a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się czysty!»  Rozgniewał się Naaman i odszedł ze słowami: «Przecież myślałem sobie: Na pewno wyjdzie, stanie, następnie wezwie imienia Pana, Boga swego, poruszywszy ręką nad miejscem [chorym] i odejmie trąd. Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są lepsze od wszystkich wód Izraela? Czyż nie mogłem się w nich wykąpać i być oczyszczonym?» Pełen gniewu zawrócił, by odejść. Lecz słudzy jego przybliżyli się i przemówili do niego tymi słowami: «Gdyby prorok kazał ci spełnić coś trudnego, czy byś nie wykonał? O ileż więc bardziej, jeśli ci powiedział: Obmyj się, a będziesz czysty?» Odszedł więc Naaman i zanurzył się siedem razy w Jordanie, według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony. (2Krl 5, 1-14)

Proces zdrowienia

Od razu pomyślałem, że moja prośba o uzdrowienie z toksycznego wstydu może mieć wiele wspólnego z tą sceną z Biblii.
Uderzyły mnie najbardziej dwa aspekty uzdrowienia Naamana. Po pierwsze, że jego uzdrowienie dokonało się w konkretnie wyznaczonym procesie. I tu nie chodzi tylko o aspekt siedmiokrotnego zanurzenia się w Jordanie. Ten proces zaczął się już od interwencji służącej Izraelitki w domu Naamana, a bardziej szczegółowo od jej empatii. Wzruszona niedolą swego pana, której powodem był trąd, przekazała swej pani, że w Izraelu jest prorok, który może go uzdrowić. Następnie kolejne osoby pojawiają się w tym procesie uzdrowienia. Bóg posługuje się nimi, żeby Naaman mógł wyzdrowieć. Są to, żona Naamana, król Aramu, król Izraela, aż wreszcie sam prorok Elizeusz. Odczytuję osobiście te słowa jako zaproszenie do tego, żeby zaakceptować to, że uzdrowienie z toksycznego wstydu realizuje się nie w sposób natychmiastowy, ale w pewnym procesie. Istotną rolę odgrywają tu kolejne osoby. To bardzo ważny, społeczny aspekt uzdrowienia. Trąd podobnie jak toksyczny wstyd powoduje wykluczenie społeczne z tą różnicą, że ten drugi wynika z naszego ograniczającego nas sposobu myślenia.

Po drugie, Naaman miał opory, żeby przyjąć „lekarstwo” jakie zalecił mu Elizeusz. Siedmiokrotne zanurzanie się w Jordanie wydawało mu się niedorzeczne. Jednak za namową sług poddał się temu procesowi. Ten aspekt opowiadania uzmysławia mi, że uzdrowienie z toksycznego wstydu wymaga poddania się jasno określonym zabiegom. Aby cały proces mógł przebiec pomyślnie, zasadniczym warunkiem jest nasze podstawowe zaufanie. Im dłużej będziemy wątpić w słuszność tych zabiegów, szukać winnych naszej sytuacji albo dopatrywać się złych intencji u tych, którym realnie zależy na naszym wyzdrowieniu, tym dłużej przeciągnie się w czasie cały proces zdrowienia.

Miłość samego siebie

Czymś bardzo istotnym jest uświadomienie sobie, że to ja jestem odpowiedzialny za swoje życie i swoje zdrowienie. Oczekiwanie, że ktoś z zewnątrz, coś zrobi ze mną, że mnie cudem naprawi (myślałem, że poruszy ręką nad miejscem chorym i odejmie trąd) jest samooszukiwaniem się i swego rodzaju używaniem innych. Potocznie nazywamy to pójściem na skróty. W swej wieloletniej posłudze duszpasterskiej spotykałem często osoby, które oczekiwały, że Bóg nagle i cudownie uzdrowi ich relacje albo „wyciągnie” z kryzysu psychicznego. Odrzucały jednak sugestie, iż należy skorzystać z pomocy psychoterapeutycznej, ale chciały wymusić cud na Bogu, mnożąc wszelkiego rodzaju praktyki religijne.

Zasadniczym elementem procesu zdrowienia z toksycznego wstydu jest miłość do samego siebie. Jest punktem wyjścia jak i dojścia. To odzyskanie swego autentycznego „ja”, nawiązanie relacji z sobą samym poprzez wsłuchanie się w swe często niezaspokajane przez lata potrzeby i tłamszone uczucia, dążenie do lepszego zrozumienia siebie i opłakanie wszystkich strat jakich się doświadczyło w ciągu swego życia, aby pozostawić za sobą to czego nie jesteśmy już w stanie zmienić np. utraconego dzieciństwa. Nowa troska o siebie poprowadzi nas do odczuwania radości z życia, która nieodłącznie towarzyszy tym, którzy są w procesie „powrotu do swego wewnętrznego ja”

Toksyczny wstyd – strażnik wewnętrznego więzienia

„Proszę się nie krępować i czuć się jak u siebie w domu, a nade wszystko nie wstydzić się tak siebie, bo z tego tylko wszystko zło wynika”.
Fiodor Dostojewski – „Bracia Karamazow”

Chcę dziś napisać o toksycznym wstydzie. Temat dla mnie osobiście jest bardzo ważny, ponieważ toksyczny wstyd towarzyszy mi zgoła całe życie i miał na nie destrukcyjny wpływ. Zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo utrudnia życie. Powoduje izolację społeczną i hamuje nasz rozwój. Trudno go namierzyć i nazwać. Carl Jung nazywał go „bagnem duszy”. Karmi się przekonaniem, że nie jesteś wystarczająco dobry tudzież, że masz jakiś dyskwalifikujący Cię społecznie defekt, a na drugim biegunie wyrasta z przekonania: „za kogo Ty się masz”. Mówi o tym specjalistka psycholog i psychoterapeuta Brene Brown, która poświęciła 6 lat swego życia na badanie wstydu. Zachęcam Cię do obejrzenia jej poruszającego wykładu na temat wrażliwości i wstydu.

Ten wpis będzie w większej mierze oparty na cytatach z książki John`a Bradshaw`a – „Toksyczny wstyd – Jak uzdrowić wstyd, który Cię zniewala”. Polecam gorąco lekturę. A poniżej cytaty, które mogą Ci pomóc odkryć toksyczny wstyd w Twoim życiu czy lepiej zrozumieć siebie i innych.

„Każdy, kogo dręczy toksyczny wstyd, wychował się w patologicznej rodzinie.”


Jest i trzeci sposób przyswajania wstydu. Polega on na przyswajaniu określonych obrazów. Człowiek potrafi tworzyć wewnętrzny obraz osoby, która go zawstydza, miejsca, konkretnego przeżycia. Potrafi sobie również przyswajać obrazy słowne – ślady dźwięków. Wystarczy, by ktoś wypowiedział określone słowa, by uruchomiło się dawne przeżycie wstydu. Za pomocą języka i wyobrażeń, oderwane, wstydliwe przeżycia łączą się w jedną całość. Jak pisze Kaufman: „Wstydliwe sceny łączą się ze sobą i ulegają wyolbrzymieniu”. W miarę, jak skojarzone ze wstydem słowa, obrazy i sceny stapiają się w jedno, zmienia się sens wstydu. Zamiast uczucia „wstydzę się” pojawia się teraz przekonanie, że „jestem niegodziwcem, człowiekiem pod jakimś ważnym względem ułomnym”. Wstyd przestaje być jednym z wielu przelotnych uczuć, jest teraz podstawowym zrębem tożsamości. Wstyd uwewnętrzniony wprowadza człowieka w stan zamrożenia. Wstyd nie jest już krótkotrwałym sygnałem emocjonalnym, jest trwale zadomowionym, wszechobejmującym poczuciem własnej ułomności. Ta podstawowa świadomość własnej ułomności tworzy podstawę, która determinuje inne odczucia na swój temat. Z czasem to zastygłe przekonanie staje się coraz mniej uświadomione. I w ten sposób wstyd zaczyna być podstawowym wyznacznikiem poczucia tożsamości. Człowiek wkracza na drogę wstydu.”

„Jak już wspomniałem wcześniej, najgłębsza rana, jaką zadaje toksyczny wstyd, to pęknięcie, jakie powoduje w strukturze Ja. Kiedy już przywłaszczymy sobie wstyd, przestajemy go odczuwać, ponieważ przenika tożsamość bez reszty. Przekonani o własnej ułomności i bezwartościowości, nie potrafimy na siebie spojrzeć bezboleśnie. Musimy zatem wytworzyć fałszywe Ja. Fałszywe Ja, to druga linia obrony przed toksycznym wstydem.” (…)
Terry Kellogg kiedyś powiedział, że zawsze ma się na baczności, by przypadkiem nikt go nigdy nie zaskoczył. I mnie taka postawa była bliska. Przez całe życie stale musiałem mieć się na baczności, przez co traciłem mnóstwo czasu i energii. Bałem się, że ktoś mnie zdemaskuje. Bo gdyby mnie zdemaskował, każdy by zobaczył, że jestem z gruntu niedoskonały i niepełnowartościowy. Kontrola ma nas uchronić przed wstydem, raz na zawsze. Kontrolujemy więc własne myśli, wypowiedzi, uczucia, zachowania.”

„Jakakolwiek rezygnacja z kontroli graniczyła z cudem. Było wykluczone, bym z kimkolwiek zerwał. Starałem się tak aranżować swoje relacje z innymi, bym był niezastąpiony, by druga strona nie mogła mnie opuścić. (…)
Większość ludzi spętanych wstydem ma kłopoty z wyrażaniem złości. Nie wie, jak ją wyrazić i jest bardzo nieodporna na agresywną manipulację.”

Bradshaw jako główne lekarstwo na toksyczny wstyd podaje miłość do samego siebie.


„Największym wrogiem toksycznego wstydu jest stwierdzenie „Kocham siebie”. To zdanie może stać się twoim najpotężniejszym orężem w walce o uzdrowienie toksycznego wstydu, który Cię zniewala. Pokochaj siebie szczerze, a odmieni się Twoje życie”.

„Każdy z nas musi stworzyć sobie własną Kartę Praw i dać sobie na te prawa pełne przyzwolenie. Manuel Smith sporządził następującą Listę Praw. Jeżeli chcesz, możesz ją uzupełnić.

  • Masz prawo do oceny własnych zachowań, myśli i uczuć i do wzięcia na siebie odpowiedzialności za ich uruchomienie i konsekwencje.
  • Masz prawo zachowywać się tak jak się zachowujesz, bez konieczności usprawiedliwiania się lub uzasadniania, dlaczego tak postępujesz.
  • Masz prawo sam ocenić, czy do ciebie należy ocena cudzych problemów
  • Masz prawo zmieniać zdanie.
  • Masz prawo mylić się i brać na siebie odpowiedzialność za popełnione błędy
  • Masz prawo powiedzieć „Nie wiem”.
  • Masz prawo przeciwstawiać się ludziom bez konieczności liczenia na ich dobrą wolę.
  • Masz prawo podejmować nielogiczne decyzje.
  • Masz prawo powiedzieć „Nie rozumiem”.
  • Masz prawo powiedzieć „Nie zależy mi na tym”.

Mam świadomość, że temat toksycznego wstydu w tym wpisie jest jedynie zasygnalizowaniem problemu, który może dotyczyć również Ciebie. Na dziś mogę stwierdzić, że chcę sam jeszcze bardziej zagłębić się w ten temat i zbadać go, gdyż widzę w tym – nie tylko dla siebie – poważny krok ku większej wolności oraz obietnicę spełnionego życia.