Podróż w głąb siebie

Przestań bać się życia

Kilka dni temu moja przyjaciółka poprosiła mnie, żebym odebrał ją z miejsca, gdzie miała leczniczy masaż. Umówiliśmy się, że zjemy sobie w aucie przygotowane wcześniej potrawy, patrząc na ładne widoki, gdyż gabinet masażystki znajduje się na niewielkim wzniesieniu. Podjechałem samochodem. Zatrzymałem się w miejscu, które wybrałem na punkt widokowy. Pomyślałem jednak, że ten akurat widok nie za bardzo mi odpowiada i może się nie podobać też mojej przyjaciółce. Poczułem jakąś niemoc i stupor, przeszkadzające w podjęciu działania ku zmianie. Po jej nadejściu rozmawiałem z nią o tym, że coś mi przeszkadza wydobyć z siebie na światło dzienne to co we mnie najlepsze. Rozmawialiśmy dużo o tym co się zadziało oraz o tym, że wygenerowałem w sobie zbyteczne napięcie. Razem doszliśmy do wniosku, że to forma zablokowania siebie. Mówiliśmy o tym, że można było przecież sprawdzić kilka miejsc i wybrać to, które będzie optymalne. Przenieśliśmy to na rożne sytuacje w życiu i skonstatowaliśmy, że to lęk przed eksperymentowaniem, że nie dajemy sobie na to prawo, bo powinniśmy wiedzieć od razu, co należy wybrać. Pozwolenie sobie na eksperymentowanie, na eksplorację świata – to powrót albo raczej odzyskanie utraconego dzieciństwa. Dziecko nie zastanawia się czy warto np. przyglądać się napotkanemu ślimakowi, czy może poszturchać go patykiem, przewrócić do góry nogami i zobaczyć jak wygląda od spodu. Dziecko nie kalkuluje. Ono spontanicznie chwyta każdą okazję, by poznawać i doświadczać, chwyta każdą minutę życia. W tym przypadku bycie dzieckiem znaczy przestać się bać życia.

Poznaj siebie

I myślę co pisać i czy warto pisać. Znów mi się uruchomił program użyteczności. Słynne z domu rodzinnego „bo tak trzeba”, „bo tak powinno się robić”. I gdzie w tym spontaniczność i radość z życia czy spotkania ze sobą. Właśnie tak. Jakbyś spotkał samego siebie to jakbyś się wobec siebie zachował? O co byś zapytał? Czy chcesz poznać samego siebie? TAK, ale jak to zrobić? – pojawia się w głowie. Czy musimy się tym zajmować? Sam znajdziesz najbardziej odpowiedni sposób dla siebie. Moim ostatnim sposobem jest pisanie wolnych skojarzeń. Nazywam to FLOW a teraz mi przyszły do głowy jeszcze dwie nazwy FREESTYLE lub FREE FLOW. Po prostu bierzesz długopis, czystą kartkę lub siadasz przed komputerem z otwartym, pustym dokumentem i piszesz jak leci, co akurat w tej chwili pojawi Ci się w głowie. Starasz się przelać na papier, to co gra w Twoim sercu.

Cholera! Właśnie pisząc FLOW powinienem się ucieszyć, że mam ten czas dla siebie, że mogę być ze sobą. Śmierdzi mi to ucieczką od siebie (przyp. autora: kiedy nie piszę FLOW). Aż strach pomyśleć o konsekwencjach tego stanu rzeczy a raczej stanu ducha. Taka osoba może funkcjonować jako duchowe zombie lub zaprogramowany robot – spotkałem się z pojęciem „działania na autopilocie”. Faktycznie termin ten trafnie opisuje tę rzeczywistość. Po prostu oddajesz stery swojego życia w obce ręce. Te ręce mogą być rozmaicie rozumiane. Dosłownie może to być inna osoba, której pozwalasz decydować za Ciebie o kształcie Twojego życia. Ale nie wiem czy akurat nad tym teraz chciałbym się rozwodzić. Rozwodzenie się nad czymś zazwyczaj bywa nieprzyjemne. Alkohol – kolejny ze sposobów oddawania swego życia, w tym wypadku, w ręce nałogu.

Pisz swoje FLOW

Widzę teraz, że FLOW jest dobrym rozwiązaniem na znalezienie sobie własnego sposobu, ale na co? Oceniam to co chcę napisać. Zakładam sobie sam szlaban. Dlaczego to robię? Dobrym pomysłem byłoby zrobić ten „wywiad z samym sobą”. Już mi „wleciało” do głowy, dlaczego FLOW – żeby przestać bać się pisać. Lubię pisać FLOW. Myślę, że to może się stać moją pasją. Ale przecież to nie musi być to, co już znalazłem. Chodzi o bycie ze sobą. Chodzi o to ziarenko, które może wyrosnąć na wielkie drzewo. A Jezus mówi, że „królestwo Boże jest jak ziarenko gorczycy, które jest najmniejsze ze wszystkich ziaren, a które wyrasta na wielkie drzewo i w jego gałęziach gnieżdżą się ptaki niebieskie”. Chodzi o to, by słuchać siebie samego, mieć kontakt ze swoim wnętrzem i samemu dla siebie być mistrzem; ponieważ tylko ja sam wiem czego tu i teraz najbardziej potrzebuję i czego pragnę. Teraz myślę, że to pisanie to WIELKA PRZYGODA, PODRÓŻ W GŁĄB SIEBIE, gdzie tryska ŹRÓDŁO, gdzie mogę pić życiodajną wodę. ŹRÓDŁO, które nigdy się nie wyczerpie. Ono jest czymś darmo danym. To miejsce gdzie spotykamy się z Nadsensem, z tym który nas stworzył. Gdy tracę kontakt ze sobą, popadam w bezsens, gdy wracam do źródła, do tego boskiego pierwiastka złożonego we mnie, do kontaktu ze swoją istotą, ze swoją duszą, to łączę się z tym, co V.E. Frankl nazwał Nadsensem. Odkrywam wtedy sens dla mnie, ten cząstkowy sens, który jest połączony z Nadsensem czyli sensem całościowym, absolutnym.

Pisanie FLOW to fascynująca podróż w głąb siebie. Wreszcie dajesz samemu sobie czas i uwagę. Może ciągle poszukujesz tych wartości gdzieś na zewnątrz i oczekujesz, że dostaniesz w wystarczającej ilości od najbliższych, że znajdziesz to w książkach, usłyszysz od jakichś guru, mentorów czy terapeutów. Wszystkie odpowiedzi na najbardziej nurtujące Cię pytania odnajdziesz w swoim wnętrzu.

Ten kierunek podróży w głąb siebie odkryłem już podczas mojego przebudzenia duchowego ponad 20 lat temu w trakcie lektury Pisma Świętego. W gruncie rzeczy był to czas dotykania tajemnicy mego stworzenia. Zadawanie sobie pytania: Dlaczego istnieję? Uświadomienie sobie, że to, co odgrywa się wewnątrz mnie jest o wiele istotniejsze od tego, co dzieje się się na zewnątrz. Do dziś pamiętam jak sam byłem zaskoczony swymi łzami i wzruszeniem. Najpiękniejsze są właśnie takie chwile-niespodzianki od życia. To był prezent doświadczenia oceanu akceptacji i wręcz namacalnej wiary w to, że jestem bezgranicznie i bezwarunkowo kochany.

Słuchanie siebie w swoim wnętrzu to bycie przyjacielem dla samego siebie. Dajemy sobie czasu i uwagę. Zdaję sobie sprawę, że dopiero wtedy mogę być przyjacielem dla innych, kiedy jesteśmy przyjaciółmi dla samych siebie.

Pisanie FLOW to filtrowanie myśli. Po prostu piszesz i piszesz coraz częściej i więcej i to co chore w twym myśleniu przecieka przez kolejne warstwy filtru. Znacie budowę filtru. Ja znam tak pobieżnie i nie mam zamiaru szukać teraz w Wikipedii, i opisywać jak to wygląda, i przy okazji ujść za eksperta. Każda warstwa zatrzymuje co raz to drobniejsze lub odmienne od poprzednich cząsteczki. Im częściej to będziesz robił, tym skuteczniej Twój umysł będzie się oczyszczał ze szkodliwych, toksycznych myśli. SO, JUST DO IT 🙂

Ps. Wpis jest stworzony na bazie mojego własnego FLOW. Może, więc być w niektórych miejscach chaotyczny i posiadać różne niepasujące wtręty. Celowo tak to pozostawiam i nie staram się cyzelować tego tekstu, żebyś mógł trochę poczuć atmosfery FLOW 🙂

Litania do lęku

Lęku odziedziczony – przeciwstawiam się tobie
Lęku wyuczony
Lęku niechciany
Lęku oczekiwany
Lęku paraliżujący
Lęku druzgoczący
Lęku przytłaczający
Lęku odrealniający
Lęku demotywujący
Lęku zniewalający
Lęku uwsteczniający
Lęku izolujący – przeciwstawiam się tobie

Lęku przed życiem – przeciwstawiam się tobie
Lęku przed odpowiedzialnością
Lęku przed dorosłością
Lęku, żeby wstać rano
Lęku, żeby zasnąć
Lęku, że muszę
Lęku, że zemdleję
Lęku, że się spocę
Lęku, że się zaczerwienię – przeciwstawiam się tobie


Lęku przed tym, że coś źle robię – przeciwstawiam się tobie
Lęku przed upokorzeniem
Lęku przed krzywym patrzeniem
Lęku przed przestrzenią
Lęku przed ludźmi
Lęku przed tłokiem w autobusie
Lęku przed wojną
Lęku przed niestosownością
Lęku przed samotnością
Lęku przed starością – przeciwstawiam się tobie


Lęku przed porażką – przeciwstawiam się tobie
Lęku przed wyśmianiem
Lęku przed byciem zawstydzonym
Lęku przed tym, co inni pomyślą
Lęku przed bakteriami
Lęku przed pająkami
Lęku przed bólem
Lęku przed pobiciem
Lęku przed zgwałceniem
Lęku przed ciemnością
Lęku przed podróżą
Lęku przed odrzuceniem
Lęku przed krytyką
Lęku przed byciem wykorzystanym – przeciwstawiam się tobie

Lęku przed czymś nowym – przeciwstawiam się tobie
Lęku przed zmianami
Lęku przed wysiłkiem
Lęku przed byciem sobą
Lęku przed wyrażaniem siebie
Lęku przed rakiem
Lęku przed tym, że już dłużej nie wytrzymam
Lęku przed porzuceniem
Lęku przed stratą najbliższych
Lęku przed śmiercią
Lęku przed piekłem
Lęku przed lękiem – przeciwstawiam się tobie

Zapraszam do zaproponowania swoich własnych wezwań do litanii, którą stworzyłem. Możesz to zrobić w komentarzu lub na moim fanpage 🙂

Towarzysz drogi. 23 km do wolności

Ten wpis będzie nieco odmienny od pozostałych. Jego głównym bohaterem będzie kolega z grupy wsparcia, którego poznałem kilka lat temu. Rozmawiałem z nim wczoraj telefonicznie, pytając go, czy mogę napisać o nim i o naszym wspólnym doświadczeniu. Spodziewałem się, że będzie chciał pozostać anonimowy – proponowałem, że mogę zmienić jego imię – on, jednak miał inne zdanie i powiedział, że cieszy się, że będzie bohaterem mojego wpisu. W kilku zdaniach opiszę Ci jego historię.


Piotr ma 29 lat i cierpi na zaburzenia lękowe, w tym na agorafobię. Ta dolegliwość bardzo ogranicza jego życie. Nie jest w stanie samodzielnie wyruszyć poza miasto i znaleźć się na otwartej przestrzeni, z dala od ludzkich skupisk. Niemożliwe dla niego jest znalezienie pracy poza miastem czy  takiej, która wiąże się z wyjazdami. Nie ma mowy o odwiedzinach swoich bliskich, którzy mieszkają w rodzinnej miejscowości Piotra, Kłomnicach, oddalonych od Częstochowy o około 23 km. To właśnie tam kilka lat temu Piotrek przeżył traumatyczne wydarzenie, które było jednym z powodów – o ile nie głównym powodem – wygenerowania tak intensywnego poziomu lęku. Z ust Piotra słyszałem o jego przerażeniu kiedy był świadkiem nagłej śmierci swojego dziadka. Tamto wydarzenie i miejsce, w którym się to stało napawa go grozą, aż do dzisiaj. Bohater mojego wpisu nie poddał się i stara się zmierzyć z problemem, i pokonać swój lęk. Nieocenioną pomocą jest dla niego Pani Ola. Pełna zaangażowania w swoją pracę terapeutka. To dzięki niej Piotr podjął wyzwanie cotygodniowej wyprawy samochodem w kierunku Kłomnic, aby skonfrontować się ze swoim lękiem. Pani Ola bezinteresownie użycza swego samochodu i jest dostępna w danej chwili telefonicznie. Mnie przypadło w udziale być kierowcą, ale to byłoby bardzo zubożone rozumienie mojej roli. To jest coś o wiele, wiele więcej, ale o tym za chwilę.

Każdy wyjazd z Piotrem jest inny, ale wszystkie kończą się kolejnym krokiem do przodu. Kiedy Piotr potrzebuje oswoić się z nowym miejscem, zatrzymujemy się. Lęk, który przeżywa jest trudny do zniesienia i  powoduje u niego dokuczliwe tiki, np. częste sprawdzanie sobie tętna na szyi. Czasem jesteśmy w tym samym miejscu po dwa lub trzy razy. Zazwyczaj wychodzimy z samochodu i wspólnie pieszo przemierzamy jeszcze do stu metrów. Pierwsza nasza wspólna podróż za miasto miała swą metę jakieś 200 m za rogatkami. Dziś już jesteśmy jakieś 3 km dalej.

Szczerze przyznaję, że miałem pewne obawy czy sprostam zadaniu towarzysza drogi, na którym będzie można polegać. Wkrótce jednak

zdałem sobie sprawę, że wystarczy po prostu być.

Na pierwszy rzut oka, to ja jestem tym, który coś daje, a Piotr tym, który otrzymuje. Wczorajszy wspólny wyjazd pokazał mi coś innego. Naszym pośrednim celem podczas ostatnich wyjazdów był kościół w Rędzinach, który majaczył majestatycznie na horyzoncie i wydawał się być wciąż nieosiągalny. Pani Ola, żeby zmobilizować swego podopiecznego do większego wysiłku, kazała mu przekazać przeze mnie, że prosi o modlitwę za nią w kościele. Zatrzymaliśmy się nieopodal naszego punktu docelowego przed agencją ubezpieczeniową. Wokół fioletowa lawenda i pięknie utworzony zielnik nastrajały optymistycznie.  Wyszliśmy z samochodu z zamiarem dotarcia do kościoła. Piotr był w napięciu, skupiony na swych objawach, ale zdeterminowany, aby przejść te kilkadziesiąt metrów. Kiedy byliśmy pod kościołem po drugiej stronie ulicy, zaproponowałem mu wejście do świątyni, ale stwierdził, że to dla niego za dużo. Byłem świadomy, że samo dotarcie do tego punktu to już jego duże osiągnięcie. Pogratulowałem mu i w drodze do samochodu cieszyliśmy się obaj z sukcesu przybijając sobie „piątkę”. Chwyciłem za telefon, żeby szybko skontaktować się z Panią Olą i podzielić z nią osiągnięciem Piotra. Bardzo się ucieszyła z dobrych wieści i rozmawiała z nim wydobywając z niego przyczyny lęku. Podczas rozmowy okazało się, że widok cmentarza. powoduje u niego nasilenie lęku. Miejsce to bezsprzecznie kojarzy się z śmiercią. Terapeutka zachęciła go do rozmowy ze mną na ten temat. Z początku nie wiedziałem jak zagaić rozmowę i wydawało mi się, że robię to nieporadnie. Siedzieliśmy wtedy jeszcze w zaparkowanym samochodzie. Piotr powiedział, że woli o tym pogadać jak będziemy wracać.

W drodze powrotnej zapytałem go czego najbardziej się boi w śmierci. Odpowiedział: „Nie mogę znieść myśli, że mnie wsadzą do trumny i włożą do dołka, i zasypią.  I nigdy już się stamtąd nie wydostanę”. Poczułem przypływ smutku, słysząc te słowa. Czy rzeczywiście tak ma być? Czy tak ma się skończyć? Powiedziałem Piotrowi, że mi smutno bardzo.  „Jak to? Wydostaniemy się przecież” – powiedziałem nagle olśniony. „Jezus się wydostał z grobu! Zmartwychwstał. To my też zmartwychwstaniemy”. Piotr podjął myśl z radością i jeszcze przez chwilę rozmawialiśmy o tym, że śmierć to tylko przejście w inny świat, w ramiona Ojca, a nie w pustkę.

Podjeżdżaliśmy już pod dom Piotrka. Kiedy byliśmy na miejscu kontynuowaliśmy rozmowę. To było bardzo cenne doświadczenie dla mnie. Sam skonfrontowałem się ze swoim smutkiem dotyczącym śmierci i odzyskałem świadomość swojej wiary w zmartwychwstanie. Jeszcze raz pogratulowałem mu, że zdobył się na odwagę, żeby wyrazić swój lęk i się z nim zmierzyć oraz  postępu na drodze do Kłomnic i drodze ku własnej wolności. Piotr zaproponował modlitwę. Zaskoczył mnie swą otwartością i szczerością. Chętnie przystałem na propozycję. Popłynęła wspólna modlitwa dziękczynna do Jezusa za zmartwychwstanie i prośba o odwagę w pokonaniu lęków. Potem jeszcze dzwoniłem do niego, dzieląc się, że przenikało mnie poczucie jedności w trakcie modlitwy. Piotr potwierdził, że czuł to samo. Teraz dodałbym jeszcze: poczucie jedności w ludzkim i smutnym doświadczeniu śmierci, która jest udziałem każdego z nas, ale też poczuciu jedności w wierze, że nasze życie się nie kończy w momencie śmierci.

Jestem wdzięczny, że jest mi to dane, że mogę być jego towarzyszem drogi. Nie tylko tej drogi do Kłomnic, ale jego drogi ku większej wolności oraz pewnego odcinka jego drogi życia.

Wewnętrzne więzienie – gotowa instrukcja.

Drogi czytelniku, dziś zabiorę Cię na przejażdżkę w głąb Twego umysłu i wskażę, jak w szybki i nieprzyjemny sposób zbudować dla siebie solidne wewnętrzne więzienie. Do zrealizowania powyższego projektu potrzebujemy budulca, podobnie jak ma się rzecz z realnym budynkiem dla skazanych na odsiadkę.  Budulec, w tym przypadku, jest magazynowany w naszej głowie przez długie lata, a inwestują weń wszyscy, którzy kształtują nasz charakter. Co możemy odnaleźć w tym mentalnym magazynie? Znajdą się w nim wygórowane wymagania wobec nas, słowa krytyki bez pokrycia, przedmiotowe traktowanie, przejawy kontroli i nadopiekuńczości oraz wszelkie formy przemocy. Z tego materiału, który się gromadzi nieustannie w naszej pamięci i podświadomości, stworzysz nieświadomie półfabrykaty błędnych przekonań o sobie.  Błędne przekonanie to sztywny sposób myślenia, który uważamy za niekwestionowaną zasadę interpretowania naszego odniesienia: do siebie, do innych, do otaczającego świata.  Połącznie tych elementów jest konieczne do skutecznego sfinalizowania projektu. Kiedy będzie gotowy zamkniesz się w nim pod kluczem z widniejącym na breloczku napisem:


„Nie mam prawa”.

To klucz do Twego wewnętrznego więzienia. On zacieśnia Twoje myślenie i ogranicza Twoje realne możliwości. Potrzebujesz jednakże poskładać półfabrykaty w jedną całość, aby móc „świętować szampanem” ukończenie dzieła. Do budowy wewnętrznego więzienia należy użyć następujących błędnych przekonań o sobie:

  • Nie jestem wystarczająco dobry; nie jestem ważny – to fundament, na którym są osadzone pozostałe elementy budowli. To skutek braku zasadniczego doświadczenia bezwarunkowej miłości. W tym miejscu wyświetlił mi się w wyobraźni przykład z filmu Marka Koterskiego – „7 uczuć”. Jedna z bohaterek jest najlepszą uczennicą w klasie i zawsze zgłasza się jako pierwsza do odpowiedzi. Oczywiście ciągle otrzymuje „piątki”. Kiedy raz zdarza się jej czegoś nie wiedzieć i dostaje „piątkę z minusem” wpada w histerię i płacze. Przedstawiona później scena wyjaśnia jej zachowanie. Wracając do swego rodzinnego domu na wsi spotyka tatę, który wypytuje ją o wyniki w szkole. Dziewczynka odpowiada przelękniona, że otrzymała „piątkę z minusem”. Ojciec, słysząc jej odpowiedź, zaczyna na nią krzyczeć i wyzywać od nieuków. Dalszy komentarz, jak sądzę, jest zbędny.
    Ktoś inny mógł usłyszeć, że jest niechcianym dzieckiem lub, że rodzice woleli dziewczynkę zamiast chłopczyka czy odwrotnie. Niedopuszczanie do współpracy przy realizowaniu zadań i niecierpliwa krytyka, nie pozostawiającą przestrzeni na brak pewnych umiejętności czy nieporadność. Te i podobne sytuacje często powtarzane są pożywką dla formowania się powyższych błędnych przekonań.
  • Muszę zasłużyć na miłość –  może stawiano przed Tobą wygórowane wymagania. Zawsze musiałeś być „naj”. Może zostałeś użyty, aby zrealizować niespełnione ambicje swoich rodziców. Uwierzyłeś, że kiedy będziesz idealny to będziesz mógł zapewnić sobie miłość, szacunek czy akceptację. Perfekcjonizm to Twoje drugie imię. Nie potrafisz po prostu „być”. Potrzebujesz zawsze się czymś wykazać i każdy dzień staje się dla Ciebie egzaminem a życie przykrym obowiązkiem.
  • I tak na końcu będę sam –  podejrzewam, że możesz znać poniższy cytat z „Małego Księcia” – Antoine de Saint-Exupery –
    „Na zawsze jesteś odpowiedzialny za to, co sobie oswoiłeś”.
    Czy miałeś szczęście spotkać takich odpowiedzialnych ludzi? Może ktoś stał Ci się bardzo bliski i myślałeś, że znalazłeś bratnią duszę, że „nadajecie na tych samych falach”. Przywiązałeś się emocjonalnie i ten ktoś nagle znikał lub stawał się niedostępny. Albo naturalnie byłeś zależny emocjonalnie od swoich rodziców a oni z różnych powodów nie zaspokajali Twej potrzeby bliskości. Budowanie więzi z kimś to dla Ciebie nieznany grunt. Dlatego unikasz okazji stworzenia trwałego związku lub sam stajesz się niedostępny emocjonalnie. Często również nieświadomie lgniesz do relacji z osobami, które nie są w stanie zaspokoić Twych potrzeb emocjonalnych.
  • Nigdy nic nie osiągnę – w Twoim otoczeniu wyróżnianie się w jakiejś dziedzinie wiedzy czy umiejętnością było nie mile widziane. Byłeś np. użyty do podtrzymania schematu dysfunkcji rodzinnej i przydzielono Ci określoną przez innych rolę. Próby wyłamania się ze schematu boleśnie odczułeś, kiedy pokazano Ci od razu, gdzie Twoje miejsce. Uważasz teraz, że to czego Ty chcesz nie jest ważne i działasz w 5-10% swoich realnych możliwości.
  • Nikt mnie nie rozumie- czy w Twoim domu odbywały się szczere rozmowy? Czy miałeś poczucie, że jest ktoś, kto Ciebie poznał, takim jakim jesteś? Jeśli nie miałeś przestrzeni, żeby wyrazić, co się dzieje w Tobie, to realnie czułeś się wyobcowany nawet wśród swoich „najbliższych”. Oczekujesz, że drugi człowiek Cię nie zrozumie. Z tym przekonaniem idziesz w świat „skulony w sobie”, nie otwierasz się przed ludźmi, bo nie jesteś świadomy siebie i tego czym mógłbyś się podzielić. Całe Twoje wewnętrzne bogactwo pozostaje ukryte i niewykorzystane.
  • Nie poradzę sobie z tym – jeśli byłeś otoczony kloszem nadopiekuńczości to nie jesteś w stanie uwierzyć w siebie i w swe kompetencje. Nie byłeś, w czasie do tego przeznaczonym, nauczony konfrontowania się z problemami pojawiającymi się w codzienności.  Zamiast towarzyszenia w Twoim rozwoju, często za Ciebie przejmowano odpowiedzialność.   Nie mogłeś się przez to zorientować czego tak właściwie pragniesz i jak chcesz pokierować swoim życiem. Prosty przykład z mojego dzieciństwa. Kiedy miałem kłopot, aby wykonać zadanie domowe z plastyki, prosiłem mamę o pomoc. Mama robiła rysunek za mnie a ja zamiast nauczyć się malować i nabyć poczucie kompetencji, nabrałem przekonania, że inni zrobią to lepiej. Osoby, które podają Ci wszystko gotowe na talerzu są przekonane, że Cię uszczęśliwiają, kiedy w rzeczywistości Cię krzywdzą. Jeśli częstotliwość taki przypadków jest duża, a ranga zdarzeń poważniejsza, to łatwo o uformowanie tego błędnego przekonania.
  • Nie nadaję się do życia; nigdy nie będę szczęśliwy; nic dobrego mnie już w życiu nie czeka – w domu nie było miejsca na przygotowanie Cię do stawiania czoła trudnościom życia. Żyło się bez celu, z dnia na dzień, bez większych aspiracji i marzeń. Była za to codzienna walka o przetrwanie, np. skutków choroby alkoholowej kogoś z najbliższych. Słyszałeś często narrację, że to inni są winni za nasze niepowodzenia i nie da się z tym już nic zrobić. Nauczyłeś się, że nie można inaczej i uwierzyłeś w kłamstwo, że nie masz żadnego wypływu na zmianę swojego życia.

Kiedy będziesz wiedział, że skutecznie wybudowałeś sobie wewnętrzne więzienie? Oznajmi Ci to poczucie winy, które się pojawi, kiedykolwiek będziesz chciał zaspokoić swe potrzeby. Oto cała instrukcja. Na koniec życzę Ci z całego serca niepowodzenia w realizacji tego projektu.

Jeśli uważasz ten wpis za wartościowy udostępnij go innym, pozostaw swój komentarz albo po prostu „polub mnie”na moim fanpage