Boksowanie poduszki lekarstwem na wszystko? Przekonaj się sam.

Zastanawiałem się wczoraj, co dziś umieścić na blogu. Siedziałem przed kompem i nic. Kursor mrugał do mnie miarowo, nie opuszczając swojego miejsca. W końcu zdecydowałem się, żeby wrócić do mojej praktyki pisania wolnych skojarzeń (flow), którą opisywałem już niedawno w jednym z moich wpisów. I… coś się „wykluło” 🙂 .

Życie jest pełne wydarzeń, które oceniamy jako mało znaczące, a w rzeczywistości ukrywają w sobie odpowiedź na wiele naszych dylematów.

Podzielę się, więc z wami moim odkryciem. Kiedy wczoraj rano obudziłem się, wpadłem w tunel myślowy i zacząłem bać się wszystkich zadań, które mnie czekały. Łóżko stało się nagle człekożernym potworem, który chciał strawić mnie lękiem w swojej kołdrowej paszczy. Wyrwałem się jednak z odrętwienia, jak Frodo z kokonu, po ukłuciu żądłem Szeloby. Po krótkiej modlitwie byłem na nogach i przypomniałem sobie wskazówkę terapeuty, że dobrym sposobem na uwolnienie energii i wyładowanie stłumionej złości, jest boksowanie poduszki przez tyle czasu ile potrzeba. Wpierw pomyślałem – „a co mi to pomoże”, ale sam nie wiem czemu przeszedłem do działania. Aaa… już wiem, po prostu się wkurzyłem. Tak, wkurzyłem się na moje unikanie, na „grzanie” swojego tyłka w strefie komfortu. I to była jedna z tych rzeczy, która generowała we mnie złość. Oprócz tej rzeczy wewnętrznej, jeszcze była zewnętrzna, związana z dochodzeniem moich praw w sądzie i uprzykrzaniem mi życia przez byłą pracodawcę, która nie wypłaciła mi należnego wynagrodzenia za pracę.

Ćwiczenie pomogło. Zabrałem się z energią do działania, żeby zadbać o swoje sprawy. Wbrew pozorom nie wszystkim przychodzi to z łatwością. Wziąłem telefon i zacząłem obdzwaniać różne instytucje, gdzie miałem coś do załatwienia. Najbardziej jestem dumny z siebie, że umówiłem się z instruktorem pływania na pierwsza lekcję. Marzyłem od dawna o tym, żeby nauczyć się pływać, ale ciągle to odkładałem. Drugą sprawą jest załatwienie wyjazdu na tydzień do ośrodka leczniczego dr Dąbrowskiej i podjęcie diety leczniczej z powodu moich problemów ze stawami. To też odwlekałem. Przyznaję, że jestem mistrzem prokrastynacji i unikania. Ale z biegiem czasu wychodzi mi to coraz gorzej 🙂 Do listy wczorajszych osiągnieć mogę jeszcze zaliczyć: wymianę spodenek w sklepie, ugotowanie zupy, rozmowę z prezes Fundacji Otwartego Dialogu (rozmowa dotyczyła warsztatów Asystenta Zdrowienia, w których uczestniczę). W rozmowie p. Prezes wspomniała o jednym z asystentów zdrowienia, który pokonał swój kryzys psychiczny dzięki uprawianiu sportu, codziennemu ruchowi. Ta informacja wleciała mi jednym uchem, a drugim wyleciała. Kiedy jednak pisałem swój „flow”, wczoraj wieczorem, skojarzyłem to wydarzenie i puzzle w mojej głowie zaczęły się układać w całość. Asystent zdrowienia to nowy zawód, o którym przeczytacie tutaj.

Dotarło do mnie, że ruch i wyładowanie złości powoduje lepszy kontakt ze swoim ciałem, a co za tym idzie z samym sobą. Wyzwala energię potrzebną do działania i konfrontacji z trudnościami życia oraz pozwala z większą swobodą wyrażać siebie. Wczorajsza lekcja była dla mnie bardzo ważna. Zrozumiałem, że lekarstwem na unikanie jest wyzwolenie energii poprzez ruch i obiecałem sobie, że w momencie pogrążania się w lęk i bierność zacznę od walenia pięściami w poduszkę. To był naprawdę dobry dzień.